czwartek, 5 grudnia 2013

6. Rudolph Czerwony Nos


Oczami Justina:

Serio powiedziałem „Bum” ? Cofasz się w rozwoju Justin. Ale co miałem zrobić ona nie jest jedną z tych brzydkich i nudnych, albo ładnych a łatwych, jest po prostu Rozalie... co?! Dobra stop!

-Ty jesteś tym nowym?- stanęła przede mną dziewczyna która sięgała mi ledwo do ramienia, miała krwiste czerwone usta i ciemnobrązowe spadające na ramiona włosy. Powoli przytaknąłem -Jestem Lily- podała mi rękę- i zostałam zmuszona do oprowadzenia cię po szkole- wywróciła oczami.

-Justin- uścisnąłem jej dłoń.

Ruszyliśmy przed siebie szfędrając się po korytarzach, stwierdzam, że ona uwielbia gadać i zna wszystkich w szkole, każdy kto koło niej przechodził mówił „cześć”.

-Dlaczego?- nagle zapytałem. Dziewczyna wydawała się zmieszana moim pytaniem- dlaczego zostałaś zmuszona do tego całego oprowadzania?- wyjaśniłem. Lily lekko się skrzywiła.

-Nigdy nie gadaj na lekcjach Crux- wypowiedziała ze słyszalnym jadem w głosie- ale mojej przyjaciółce Rosie, poszczęściło się. Chociaż... spędzanie 2 godziny pomiędzy książkami i wrednymi oczami Mrs. Pity nie... to już lepszy jesteś ty- zaśmiała się. Czekaj ona powiedziała Rosie?

-Rosie?- zapytałem. Dziewczyna uśmiechnęła się i pokiwała twierdząco głową.

-Tak- popatrzyła na mnie i stanęła przed jakimiś drzwiami- moja przyjaciółka.

-Jak wygląda?- spytałem, czekając niecierpliwie na odpowiedzieć. Lily już otworzyła usta by coś powiedzieć gdy nagle przerwał jej dzwonek.

-Muszę lecieć, nie chce jeszcze raz podpaść Crux!- rozglądnęła się- spotkajmy się przed lunchem, przy jadalni. Poznasz Rosie Waldorf- uśmiechnęła się i pobiegła gdzieś w głąb budynku. Ja ją już znam.
***********
-
Siema stary!- usłyszałem za sobą głos, na co odruchowo się odwróciłem widząc biegnącego w moją stronę Chrisa. Na mojej twarzy nagle wymalował się uśmiech. Wreszcie ktoś normalny w tej szkole- nie myślałem, że posłuchasz Davida, i przyjdziesz tutaj- zaśmiał się.
-Ty sobie na serio nie żartowałeś jak mówiłeś, że to piekło, gorsze niż to nasze w domu- westchnęłam.
-Czy kiedykolwiek kłamałem?- oby dwoje zaczęliśmy się śmiać- na kogo czekasz?
-Na Lily- odpowiedziałem wychylając się zza jego ramienia lustrując korytarz w poszukiwaniu brązowowłosej.
-Who! Już znalazłeś sobie ofiarę?- poklepał mnie po ramieniu, na co tylko przewróciłem oczami. Po chwili usłyszeliśmy słodki, za słodki, głos Lily. Chris odwrócił się z wielkim uśmiechem ukazując małą postać.
-Hej!- przywitała nas- o! Widzę że już poznałeś Chrisa- zwróciła się do mnie- mojego chłopaka- wow! To o nią poszło, takie małe ciało narobiło tyle bałaganu?- Chris- zwróciła swój wzrok na mojego przyjaciela- pamiętasz jak Crux, dała mi karę oprowadzania nowych w szkole? Jednym z nich jest Justin- uśmiechnęła się jeszcze szerzej, podchodząc bliżej niego. Dotykając jego policzków- więc zrzuć już tą twoją zazdrosną minkę, skarbie!- jak przez całe 4 ostatnie godziny było mi nie dobrze, to teraz oni osiągnęli szczyt!
-Ok, będę czekał w środku- odpowiedziałem wchodząc na stołówkę, zostawiając migdalących się do siebie parkę. Wszystkie oczy nagle spoczęły na mojej osobie. Wow, niektóre dziewczyny wyglądały jakby zaraz miały dojść. Tak, Bieber! Dobrze na nich działasz! Uśmiechając się ruszyłem w stronę bufetu. Zamówiłem jedzenie i szukałem wolnego miejsca, miałem już ruszyć w stronę pustego stolika na końcu w kącie gdyby nie jakaś postać zasłaniająca mi mój cel.
-Hej, jestem Latoya!- podniosłem wzrok widząc tlenioną blondynkę, tak, to jest na pewno ta z grupy „hej, jestem już twoja”. Prześledziłem ją z dołu do góry.
-Hej- odpowiedziałem obojętnie i ją wyminąłem. Zatrzymała mnie ręka na moim ramieniu.
-Myślałam, że mi też odpowiesz jak masz na imię- znowu zobaczyłem ten sztuczny uśmiech.
-Jestem... umm jestem- nie podam jej mojego imienia, nie jej. Zacząłem szukać czegoś sensownego , gdy nagle zobaczyłem na moim jabłku na tacy naklejkę z firmy „Rudolph company” - jestem Rudolph- kurwa zacznij używać mózgu Bieber, nazwałeś się jak renifer z bajek dla dzieci!
-Aww! Tak jak Rudolph Czerwony Nos! Jak słodko!- blondynka chwyciła mnie za policzki jak moja ciotka Marry jak przyjeżdża na odwiedziny „sprawdzić jak się prowadzę”. Wszyscy wtedy zamieniamy się w studentów i inżynierów budownictwa, a bronie i dokumenty chowamy w piwnicy w kartonach z napisem „Ozdoby Świąteczne”. Zapewne jakby nie to Marry już dawno znalazłaby nasze wszystkie zabawki.
-Taaa- popatrzyłem ostatni raz na nią i ruszyłem w stronę stolika, który już był zajęty przez jakąś dziewczynę, która jadła swoją kanapkę czytając jakąś książkę. Nie przeszkadza mi to siądę koło niej a ona się speszy i pójdzie. Bez pytania usiadłem na miejscu naprzeciwko dziewczyny, nie zwracając na nią dużej uwagi.
-Chyba to teraz ja powinnam powiedzieć, że ty mnie śledzisz, Bieber- usłyszałem znajomy głos Rosie. Podniosłem wzrok widząc właśnie ją, z ciągającą z nosa swoje czarne okulary do czytania.
-Rosiee!!!- podbiegła do nas Lily ściskając Rozalie, tak mocno, że możliwe, że jej połamała żebra. Za nią podążał Chris z lekkim uśmiechem i resztkami różowego błyszczyku Lil na ustach- widzę, że znasz już Justina- uśmiechnęła się do niej jakby była tym zachwycona. Ta kobieta powinna iść się leczyć, za dużo, za często się śmieje, bez powodu.
-Taaa, znam go już od dłuższego czasu- zwęziła na mnie oczy- i ty też już dużo o nim opowiadałaś Lily- brunetka wydawała się zdziwiona- i założę się że Chrisa też znasz- do czego ona dąży?- z innych stron- przechyliła na mnie głowę i się uśmiechnęła- widzisz Lily ty lubisz zadawać się z mordercami takimi ja Justin i Chris, ale ja nie- po prostu wstała z krzesła wzięła swoją czerwoną tacę i ruszyła ku wyjściu z jadalni. Widziałem jak po drodze zatrzymała ją Latoya.
Woo! Czy ona mnie teraz nazwała mordercą? Następnie usłyszałem tylko pytanie Lily „O czym ona mówiła?” zanim poczułem mocne ukucie w okolice łopatki, syknąłem z bólu i ruszyłem jak najszybciej do łazienki tak by nikt się nie zorientował o co chodzi. Co jeszcze lepsze, ubikację w tej szkole były dla wszystkich, pomieszane, dla mnie i dla innych dziewczyn też. Jedyny powód dlaczego to gówno lubię. Szybko wbiegłem do ubikacji zakluczając drzwi by nikt nie wszedł. Powoli i ostrożnie z ciągnąłem moją czarną koszulę, odwracając się by zobaczyć nie zbyt ciekawą ranę pod moją łopatką. Sączyła się z niej ropa i jakaś woda. Szczerze nie wyglądało to najlepiej. Zdobyłem ją podczas napadu na tych dupków w magazynie jak policja zbyt mocno przycisnęła mnie do podłogi. Chciałem to spróbować przemyć, jakby nie fakt, że Rosie właśnie wyszła z łazienki przyklejając swój obojętny wzrok na mnie, potem na ranę. Spodziewałem się jakieś innej reakcji. Ale ona tylko umyła ręce i wyszła. Wow to nie było miłe. Nawet dla takiego dupka jak ja.
Hej, jeszcze raz :* dzisiaj mam wenę twórczą więc dodaje jeszcze jeden rozdział :*

5. BUM!


Wkurwiające promienie słoneczne przedzierały się przez zasłony, drażniąc moje oczy. Przekląłem pod nosem odwracając się na drugi bok, przyciskając twarz do poduszki, próbując znowu zasnąć. Gdy nagle poczułem delikatną dłoń przesuwająca po moim ramieniu, spoczywając na bicepsie, i cichy jęk. Przewróciłem oczami, wiedząc że już na pewno nie zasnę. Odepchnęłam od siebie rękę i podniosłem się na łóżku przeczesując włosy. Popatrzyłem w prawo gdzie leżała Libby. Ona na serio myśli, że jesteśmy razem. Odetchnąłem głęboko i skierowałem się w stronę łazienki. Jedno spojrzenie w lustro, cholera wyglądam dobrze! Założyłem jakieś czarne spodnie i czarny podkoszulek który leżał na podłodze. Wychodząc z pokoju spojrzałem ostatni raz na Libby śpiącą w moim łóżku. Mam dzisiaj dobry humor. Zbiegłem po schodach wchodząc do kuchni. Przy wysepce stał David.

-Jak się spało?- spytał ze znaczącym uśmiechem.

-Nawet nie próbuj- wycelowałem w niego mój wskazujący palec. On tylko uniósł w geście obrony swoje ręce. -głodny jestem- westchnąłem, drapiąc się po brzuchu, patrząc na Davida.

-Stary, nie jestem twoją matką- pokręcił głową i wyszedł, zostawiając mnie z moją dziewczyną. poznajcie moją dziewczynę: Lodówkę.

Oczami Rose:

Usłyszałam dźwięk budzika. Podnosząc leniwie prawą rękę zaczęłam wyszukiwać na stoliku nocnym budzika by wyłączyć ten irytujący dźwięk. Leniwie zwlekłam się z łóżka wchodząc do szafy, tak dokładnie do mojej szafy się wchodzi nie otwiera. Chwyciłam pierwszą lepszą rzecz z wieszaka która luźno opadła na moje ramię. Zawlekłam moje nogi do łazienki, spojrzałam w lustro... o boże, mogłam tego nie robić! Ubierając fioletowo- granatową sukienkę czekałam aż prostownica się zagrzeje do odpowiedniej temperatury. Gdy byłam już całkowicie gotowa wyszłam całkowicie odmieniona do pokoju. Na korytarzu minęłam Elbie. Elbie jest naszą sprzątaczką, nie lubię używać tego słowa dlatego mówię, że po prostu zastępuje mamę. Uśmiechnęłam się przyjaźnie do niej ruszając w przeciwnym kierunku.

-Więęęęccc!!- usłyszałam za sobą krzyk mojego kuzyna gdy podszedł do mnie i zarzucił swoją rękę przez moje ramię. Mówiłam kiedyś jak on mnie irytuje? Nie? To teraz to mówię. Robin mieszkał z nami odkąd jego ojciec został skazany na 10 lat więzienia. Tata powiedział, że u nas będzie bezpieczny od tych „całych brudnych spraw” którymi niegdyś się zajmował. Od około roku traktuje go jak mojego starszego brata. Poszliśmy w stronę kuchni, usiadłam na jednym z barowych krzeseł i przyglądałam się Robinowi jak wyciąga z lodówki różne składniki.- Masz ochotę na gofry?- wychylił zza drzwi lodówki, głowę. Uśmiechnęłam się lekko i pokiwałam twierdząco głową.- a tobie głos odebrało?- zaśmiał się, szperając znowu coś w lodówce.

-Nie- odchrząknęłam- po prostu wiesz jaki mam głos rano- wychrypiałam do niego. Tak, mój głos rano nie brzmi dobrze. A jak mówię to czuje jakby w moim gardle panowało istne piekło.

-Woch! Brzmisz dzisiaj gorzej niż ja podczas mutacji- zaśmiał się, rozbijając pierwsze jajko do miski.

-Taaa... dzięki- wywróciłam oczami. -słyszałeś o tym że mama....-nie skończyłam bo mi przerwał.

-Jest w ciąży?-podniósł swoje brwi, marszcząc przy tym czoło. Pokiwałam twierdząco głową.

-Co o tym sądzisz?- spytałam- nie wydaje ci się, że...

-To jest przemyślane? Tak, tak sądzę- westchną. Podchodząc do mnie bliżej i siadając obok mnie- Ale Rosie to jest ich życie, i wydaje mi się, że powinniśmy im zostawić te decyzje.

-Ty tego nie rozumiesz Rob- wstałam, i podeszłam do okna- wszystko spadnie na mnie, na nas. Popatrz, nawet teraz ich nie ma w domu!

-Może się zmienią- próbował mnie pocieszyć.

-Jakby chcieli to by się już starali ze mną-westchnęłam, przeczesując moje włosy ręką- a co się stało?- popatrzyłam na niego i oblizałam usta- wychowałam się wśród nieznanych mi osób. -Potrzebujecie pomocy?- przerwała nam Elbie, ze swoim słodkim francuskim akcentem. Nic nie odpowiedzieliśmy, a ona już była przy gofrownicy. Bez słowa opadłam na krzesło. Widziałam jak Rob siedział zamyślony. Czy to moja wina? Nie powinien o tym myśleć ma swoje gorsze problemy, niż moje, jak sobie poradzę z moją siostrą/bratem i jak poukładam szkołę i niańczenie.

Po śniadaniu, wsiedliśmy do samochodu z Robinem, i ruszyliśmy w stronę szkoły. Gdy zatrzymaliśmy się na czerwonym świetle włączyłam radio. W całym samochodzie rozbrzmiewał dźwięk jakieś beznadziejnej muzyki, którą Rob zawsze puszczał jak jechał sam. Przycisnęłam przycisk by zmienić na coś co mi się bardziej podoba.

-Ej! Słuchałem tego!- sapną, przyciskając pedał gazu, gdy światło zmieniło się na zielone.

-No to teraz już nie- uśmiechnęłam się zwycięsko do niego. Radio wydało dźwięk dobrze znanej mi piosenki The Wanted- Walks Like Rihanna. Podgoniłam radio i zaczęłam śpiewać, spoglądając za okno. Słyszałam jak obok mnie Rob się śmiał, pewnie z mojego głosu. Ale, hej! Nie moja wina że nie umiem śpiewać.
****************

-Widzimy się potem Rosie!- pomachał do mnie Robin i znikną gdzieś ze swoją paczką. Czy ich lubię? Zdecydowanie nie. Ale to jego decyzja z kim się spotka. Prawda? Odetchnęłam głęboko, ruszając do drzwi w których przed chwilą znikną mój kuzyn.

-Zaczynam podejrzewać że mnie śledzisz- usłyszałam głos, odwróciłam się w prawo widząc opierającego się o szafki Justina. C- co? O-on t-tu? Nigdy nie przypominam sobie bym go tu wcześniej widziała. A uwierzcie znam całą szkołę.

-Co taki ktoś jak ty robi w takim miejscu jak szkoła?- prześledziłam go z góry do dołu z pogardą.

-Powinnaś wiedzieć- zrobił krok do przodu- takie rzeczy jak matematyka, fizyka i chemia przydają się do takich rzeczy- puścił mi oczko.

-Nie rozumiem dlaczego niby chciałbyś się zapisać na lekcję chemii- zmarszczyłam brwi. Podszedł tak blisko, że czułam jego oddech na karku.

-By zrobić duże BUM! Rosie- wyszeptał mi do ucha i znikną za następnym zakrętem w korytarzu.
><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><><
Przepraszam was za to, że tak długo nie pojawiał się nowy rozdział, ale wreszcie jest! :)