czwartek, 5 grudnia 2013

5. BUM!


Wkurwiające promienie słoneczne przedzierały się przez zasłony, drażniąc moje oczy. Przekląłem pod nosem odwracając się na drugi bok, przyciskając twarz do poduszki, próbując znowu zasnąć. Gdy nagle poczułem delikatną dłoń przesuwająca po moim ramieniu, spoczywając na bicepsie, i cichy jęk. Przewróciłem oczami, wiedząc że już na pewno nie zasnę. Odepchnęłam od siebie rękę i podniosłem się na łóżku przeczesując włosy. Popatrzyłem w prawo gdzie leżała Libby. Ona na serio myśli, że jesteśmy razem. Odetchnąłem głęboko i skierowałem się w stronę łazienki. Jedno spojrzenie w lustro, cholera wyglądam dobrze! Założyłem jakieś czarne spodnie i czarny podkoszulek który leżał na podłodze. Wychodząc z pokoju spojrzałem ostatni raz na Libby śpiącą w moim łóżku. Mam dzisiaj dobry humor. Zbiegłem po schodach wchodząc do kuchni. Przy wysepce stał David.

-Jak się spało?- spytał ze znaczącym uśmiechem.

-Nawet nie próbuj- wycelowałem w niego mój wskazujący palec. On tylko uniósł w geście obrony swoje ręce. -głodny jestem- westchnąłem, drapiąc się po brzuchu, patrząc na Davida.

-Stary, nie jestem twoją matką- pokręcił głową i wyszedł, zostawiając mnie z moją dziewczyną. poznajcie moją dziewczynę: Lodówkę.

Oczami Rose:

Usłyszałam dźwięk budzika. Podnosząc leniwie prawą rękę zaczęłam wyszukiwać na stoliku nocnym budzika by wyłączyć ten irytujący dźwięk. Leniwie zwlekłam się z łóżka wchodząc do szafy, tak dokładnie do mojej szafy się wchodzi nie otwiera. Chwyciłam pierwszą lepszą rzecz z wieszaka która luźno opadła na moje ramię. Zawlekłam moje nogi do łazienki, spojrzałam w lustro... o boże, mogłam tego nie robić! Ubierając fioletowo- granatową sukienkę czekałam aż prostownica się zagrzeje do odpowiedniej temperatury. Gdy byłam już całkowicie gotowa wyszłam całkowicie odmieniona do pokoju. Na korytarzu minęłam Elbie. Elbie jest naszą sprzątaczką, nie lubię używać tego słowa dlatego mówię, że po prostu zastępuje mamę. Uśmiechnęłam się przyjaźnie do niej ruszając w przeciwnym kierunku.

-Więęęęccc!!- usłyszałam za sobą krzyk mojego kuzyna gdy podszedł do mnie i zarzucił swoją rękę przez moje ramię. Mówiłam kiedyś jak on mnie irytuje? Nie? To teraz to mówię. Robin mieszkał z nami odkąd jego ojciec został skazany na 10 lat więzienia. Tata powiedział, że u nas będzie bezpieczny od tych „całych brudnych spraw” którymi niegdyś się zajmował. Od około roku traktuje go jak mojego starszego brata. Poszliśmy w stronę kuchni, usiadłam na jednym z barowych krzeseł i przyglądałam się Robinowi jak wyciąga z lodówki różne składniki.- Masz ochotę na gofry?- wychylił zza drzwi lodówki, głowę. Uśmiechnęłam się lekko i pokiwałam twierdząco głową.- a tobie głos odebrało?- zaśmiał się, szperając znowu coś w lodówce.

-Nie- odchrząknęłam- po prostu wiesz jaki mam głos rano- wychrypiałam do niego. Tak, mój głos rano nie brzmi dobrze. A jak mówię to czuje jakby w moim gardle panowało istne piekło.

-Woch! Brzmisz dzisiaj gorzej niż ja podczas mutacji- zaśmiał się, rozbijając pierwsze jajko do miski.

-Taaa... dzięki- wywróciłam oczami. -słyszałeś o tym że mama....-nie skończyłam bo mi przerwał.

-Jest w ciąży?-podniósł swoje brwi, marszcząc przy tym czoło. Pokiwałam twierdząco głową.

-Co o tym sądzisz?- spytałam- nie wydaje ci się, że...

-To jest przemyślane? Tak, tak sądzę- westchną. Podchodząc do mnie bliżej i siadając obok mnie- Ale Rosie to jest ich życie, i wydaje mi się, że powinniśmy im zostawić te decyzje.

-Ty tego nie rozumiesz Rob- wstałam, i podeszłam do okna- wszystko spadnie na mnie, na nas. Popatrz, nawet teraz ich nie ma w domu!

-Może się zmienią- próbował mnie pocieszyć.

-Jakby chcieli to by się już starali ze mną-westchnęłam, przeczesując moje włosy ręką- a co się stało?- popatrzyłam na niego i oblizałam usta- wychowałam się wśród nieznanych mi osób. -Potrzebujecie pomocy?- przerwała nam Elbie, ze swoim słodkim francuskim akcentem. Nic nie odpowiedzieliśmy, a ona już była przy gofrownicy. Bez słowa opadłam na krzesło. Widziałam jak Rob siedział zamyślony. Czy to moja wina? Nie powinien o tym myśleć ma swoje gorsze problemy, niż moje, jak sobie poradzę z moją siostrą/bratem i jak poukładam szkołę i niańczenie.

Po śniadaniu, wsiedliśmy do samochodu z Robinem, i ruszyliśmy w stronę szkoły. Gdy zatrzymaliśmy się na czerwonym świetle włączyłam radio. W całym samochodzie rozbrzmiewał dźwięk jakieś beznadziejnej muzyki, którą Rob zawsze puszczał jak jechał sam. Przycisnęłam przycisk by zmienić na coś co mi się bardziej podoba.

-Ej! Słuchałem tego!- sapną, przyciskając pedał gazu, gdy światło zmieniło się na zielone.

-No to teraz już nie- uśmiechnęłam się zwycięsko do niego. Radio wydało dźwięk dobrze znanej mi piosenki The Wanted- Walks Like Rihanna. Podgoniłam radio i zaczęłam śpiewać, spoglądając za okno. Słyszałam jak obok mnie Rob się śmiał, pewnie z mojego głosu. Ale, hej! Nie moja wina że nie umiem śpiewać.
****************

-Widzimy się potem Rosie!- pomachał do mnie Robin i znikną gdzieś ze swoją paczką. Czy ich lubię? Zdecydowanie nie. Ale to jego decyzja z kim się spotka. Prawda? Odetchnęłam głęboko, ruszając do drzwi w których przed chwilą znikną mój kuzyn.

-Zaczynam podejrzewać że mnie śledzisz- usłyszałam głos, odwróciłam się w prawo widząc opierającego się o szafki Justina. C- co? O-on t-tu? Nigdy nie przypominam sobie bym go tu wcześniej widziała. A uwierzcie znam całą szkołę.

-Co taki ktoś jak ty robi w takim miejscu jak szkoła?- prześledziłam go z góry do dołu z pogardą.

-Powinnaś wiedzieć- zrobił krok do przodu- takie rzeczy jak matematyka, fizyka i chemia przydają się do takich rzeczy- puścił mi oczko.

-Nie rozumiem dlaczego niby chciałbyś się zapisać na lekcję chemii- zmarszczyłam brwi. Podszedł tak blisko, że czułam jego oddech na karku.

-By zrobić duże BUM! Rosie- wyszeptał mi do ucha i znikną za następnym zakrętem w korytarzu.
><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><><
Przepraszam was za to, że tak długo nie pojawiał się nowy rozdział, ale wreszcie jest! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz