Wkurwiające promienie
słoneczne przedzierały się przez zasłony, drażniąc moje oczy.
Przekląłem pod nosem odwracając się na drugi bok, przyciskając
twarz do poduszki, próbując znowu zasnąć. Gdy nagle poczułem
delikatną dłoń przesuwająca po moim ramieniu, spoczywając na
bicepsie, i cichy jęk. Przewróciłem oczami, wiedząc że już na
pewno nie zasnę. Odepchnęłam od siebie rękę i podniosłem się
na łóżku przeczesując włosy. Popatrzyłem w prawo gdzie leżała
Libby. Ona na serio myśli, że jesteśmy razem. Odetchnąłem
głęboko i skierowałem się w stronę łazienki. Jedno spojrzenie w
lustro, cholera wyglądam dobrze! Założyłem jakieś czarne spodnie
i czarny podkoszulek który leżał na podłodze. Wychodząc z pokoju
spojrzałem ostatni raz na Libby śpiącą w moim łóżku. Mam
dzisiaj dobry humor. Zbiegłem po schodach wchodząc do kuchni. Przy
wysepce stał David.
-Jak się spało?- spytał
ze znaczącym uśmiechem.
-Nawet nie próbuj-
wycelowałem w niego mój wskazujący palec. On tylko uniósł w
geście obrony swoje ręce. -głodny jestem- westchnąłem, drapiąc
się po brzuchu, patrząc na Davida.
-Stary, nie jestem twoją
matką- pokręcił głową i wyszedł, zostawiając mnie z moją
dziewczyną. poznajcie moją dziewczynę: Lodówkę.
Oczami Rose:
Usłyszałam dźwięk
budzika. Podnosząc leniwie prawą rękę zaczęłam wyszukiwać na
stoliku nocnym budzika by wyłączyć ten irytujący dźwięk.
Leniwie zwlekłam się z łóżka wchodząc do szafy, tak dokładnie
do mojej szafy się wchodzi nie otwiera. Chwyciłam pierwszą lepszą
rzecz z wieszaka która luźno opadła na moje ramię. Zawlekłam
moje nogi do łazienki, spojrzałam w lustro... o boże, mogłam tego
nie robić! Ubierając fioletowo- granatową sukienkę czekałam aż
prostownica się zagrzeje do odpowiedniej temperatury. Gdy byłam już
całkowicie gotowa wyszłam całkowicie odmieniona do pokoju. Na
korytarzu minęłam Elbie. Elbie jest naszą sprzątaczką, nie lubię
używać tego słowa dlatego mówię, że po prostu zastępuje mamę.
Uśmiechnęłam się przyjaźnie do niej ruszając w przeciwnym
kierunku.
-Więęęęccc!!-
usłyszałam za sobą krzyk mojego kuzyna gdy podszedł do mnie i
zarzucił swoją rękę przez moje ramię. Mówiłam kiedyś jak on
mnie irytuje? Nie? To teraz to mówię. Robin mieszkał z nami odkąd
jego ojciec został skazany na 10 lat więzienia. Tata powiedział,
że u nas będzie bezpieczny od tych „całych brudnych spraw”
którymi niegdyś się zajmował. Od około roku traktuje go jak
mojego starszego brata. Poszliśmy w stronę kuchni, usiadłam na
jednym z barowych krzeseł i przyglądałam się Robinowi jak wyciąga
z lodówki różne składniki.- Masz ochotę na gofry?- wychylił zza
drzwi lodówki, głowę. Uśmiechnęłam się lekko i pokiwałam
twierdząco głową.- a tobie głos odebrało?- zaśmiał się,
szperając znowu coś w lodówce.
-Nie- odchrząknęłam-
po prostu wiesz jaki mam głos rano- wychrypiałam do niego. Tak, mój
głos rano nie brzmi dobrze. A jak mówię to czuje jakby w moim
gardle panowało istne piekło.
-Woch! Brzmisz dzisiaj
gorzej niż ja podczas mutacji- zaśmiał się, rozbijając pierwsze
jajko do miski.
-Taaa... dzięki-
wywróciłam oczami. -słyszałeś o tym że mama....-nie skończyłam
bo mi przerwał.
-Jest w ciąży?-podniósł
swoje brwi, marszcząc przy tym czoło. Pokiwałam twierdząco głową.
-Co o tym sądzisz?-
spytałam- nie wydaje ci się, że...
-To jest przemyślane?
Tak, tak sądzę- westchną. Podchodząc do mnie bliżej i siadając
obok mnie- Ale Rosie to jest ich życie, i wydaje mi się, że
powinniśmy im zostawić te decyzje.
-Ty tego nie rozumiesz
Rob- wstałam, i podeszłam do okna- wszystko spadnie na mnie, na
nas. Popatrz, nawet teraz ich nie ma w domu!
-Może się zmienią-
próbował mnie pocieszyć.
-Jakby chcieli to by się
już starali ze mną-westchnęłam, przeczesując moje włosy ręką-
a co się stało?- popatrzyłam na niego i oblizałam usta-
wychowałam się wśród nieznanych mi osób. -Potrzebujecie pomocy?-
przerwała nam Elbie, ze swoim słodkim francuskim akcentem. Nic nie
odpowiedzieliśmy, a ona już była przy gofrownicy. Bez słowa
opadłam na krzesło. Widziałam jak Rob siedział zamyślony. Czy to
moja wina? Nie powinien o tym myśleć ma swoje gorsze problemy, niż
moje, jak sobie poradzę z moją siostrą/bratem i jak poukładam
szkołę i niańczenie.
Po śniadaniu, wsiedliśmy
do samochodu z Robinem, i ruszyliśmy w stronę szkoły. Gdy
zatrzymaliśmy się na czerwonym świetle włączyłam radio. W całym
samochodzie rozbrzmiewał dźwięk jakieś beznadziejnej muzyki,
którą Rob zawsze puszczał jak jechał sam. Przycisnęłam przycisk
by zmienić na coś co mi się bardziej podoba.
-Ej! Słuchałem tego!-
sapną, przyciskając pedał gazu, gdy światło zmieniło się na
zielone.
-No to teraz już nie-
uśmiechnęłam się zwycięsko do niego. Radio wydało dźwięk
dobrze znanej mi piosenki The Wanted- Walks Like Rihanna. Podgoniłam
radio i zaczęłam śpiewać, spoglądając za okno. Słyszałam jak
obok mnie Rob się śmiał, pewnie z mojego głosu. Ale, hej! Nie
moja wina że nie umiem śpiewać.
****************
****************
-Widzimy się potem
Rosie!- pomachał do mnie Robin i znikną gdzieś ze swoją paczką.
Czy ich lubię? Zdecydowanie nie. Ale to jego decyzja z kim się
spotka. Prawda? Odetchnęłam głęboko, ruszając do drzwi w których
przed chwilą znikną mój kuzyn.
-Zaczynam podejrzewać że
mnie śledzisz- usłyszałam głos, odwróciłam się w prawo widząc
opierającego się o szafki Justina. C- co? O-on t-tu? Nigdy nie
przypominam sobie bym go tu wcześniej widziała. A uwierzcie znam
całą szkołę.
-Co taki ktoś jak ty
robi w takim miejscu jak szkoła?- prześledziłam go z góry do dołu
z pogardą.
-Powinnaś wiedzieć-
zrobił krok do przodu- takie rzeczy jak matematyka, fizyka i chemia
przydają się do takich rzeczy- puścił mi oczko.
-Nie rozumiem dlaczego
niby chciałbyś się zapisać na lekcję chemii- zmarszczyłam brwi.
Podszedł tak blisko, że czułam jego oddech na karku.
-By zrobić duże BUM!
Rosie- wyszeptał mi do ucha i znikną za następnym zakrętem w
korytarzu.
><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><>< ><><
Przepraszam was za to, że tak długo nie pojawiał się nowy rozdział, ale wreszcie jest! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz