Oczami Justina:
Serio powiedziałem „Bum” ? Cofasz
się w rozwoju Justin. Ale co miałem zrobić ona nie jest jedną z
tych brzydkich i nudnych, albo ładnych a łatwych, jest po prostu
Rozalie... co?! Dobra stop!
-Ty jesteś tym
nowym?- stanęła przede mną dziewczyna która sięgała mi ledwo do
ramienia, miała krwiste czerwone usta i ciemnobrązowe spadające na
ramiona włosy. Powoli przytaknąłem -Jestem Lily- podała mi rękę-
i zostałam zmuszona do oprowadzenia cię po szkole- wywróciła
oczami.
-Justin- uścisnąłem
jej dłoń.
Ruszyliśmy przed
siebie szfędrając się po korytarzach, stwierdzam, że ona uwielbia
gadać i zna wszystkich w szkole, każdy kto koło niej przechodził
mówił „cześć”.
-Dlaczego?- nagle
zapytałem. Dziewczyna wydawała się zmieszana moim pytaniem-
dlaczego zostałaś zmuszona do tego całego oprowadzania?-
wyjaśniłem. Lily lekko się skrzywiła.
-Nigdy nie gadaj na
lekcjach Crux- wypowiedziała ze słyszalnym jadem w głosie- ale
mojej przyjaciółce Rosie, poszczęściło się. Chociaż...
spędzanie 2 godziny pomiędzy książkami i wrednymi oczami Mrs.
Pity nie... to już lepszy jesteś ty- zaśmiała się. Czekaj ona
powiedziała Rosie?
-Rosie?- zapytałem.
Dziewczyna uśmiechnęła się i pokiwała twierdząco głową.
-Tak- popatrzyła na
mnie i stanęła przed jakimiś drzwiami- moja przyjaciółka.
-Jak wygląda?-
spytałem, czekając niecierpliwie na odpowiedzieć. Lily już
otworzyła usta by coś powiedzieć gdy nagle przerwał jej dzwonek.
-Muszę lecieć,
nie chce jeszcze raz podpaść Crux!- rozglądnęła się- spotkajmy
się przed lunchem, przy jadalni. Poznasz Rosie Waldorf- uśmiechnęła
się i pobiegła gdzieś w głąb budynku.
Ja ją już znam.
***********
-Siema stary!- usłyszałem za sobą głos, na co odruchowo się odwróciłem widząc biegnącego w moją stronę Chrisa. Na mojej twarzy nagle wymalował się uśmiech. Wreszcie ktoś normalny w tej szkole- nie myślałem, że posłuchasz Davida, i przyjdziesz tutaj- zaśmiał się.
-Ty sobie na serio nie żartowałeś jak mówiłeś, że to piekło, gorsze niż to nasze w domu- westchnęłam.
-Czy kiedykolwiek kłamałem?- oby dwoje zaczęliśmy się śmiać- na kogo czekasz?
-Na Lily- odpowiedziałem wychylając się zza jego ramienia lustrując korytarz w poszukiwaniu brązowowłosej.
-Who! Już znalazłeś sobie ofiarę?- poklepał mnie po ramieniu, na co tylko przewróciłem oczami. Po chwili usłyszeliśmy słodki, za słodki, głos Lily. Chris odwrócił się z wielkim uśmiechem ukazując małą postać.
-Hej!- przywitała nas- o! Widzę że już poznałeś Chrisa- zwróciła się do mnie- mojego chłopaka- wow! To o nią poszło, takie małe ciało narobiło tyle bałaganu?- Chris- zwróciła swój wzrok na mojego przyjaciela- pamiętasz jak Crux, dała mi karę oprowadzania nowych w szkole? Jednym z nich jest Justin- uśmiechnęła się jeszcze szerzej, podchodząc bliżej niego. Dotykając jego policzków- więc zrzuć już tą twoją zazdrosną minkę, skarbie!- jak przez całe 4 ostatnie godziny było mi nie dobrze, to teraz oni osiągnęli szczyt!
-Ok, będę czekał w środku- odpowiedziałem wchodząc na stołówkę, zostawiając migdalących się do siebie parkę. Wszystkie oczy nagle spoczęły na mojej osobie. Wow, niektóre dziewczyny wyglądały jakby zaraz miały dojść. Tak, Bieber! Dobrze na nich działasz! Uśmiechając się ruszyłem w stronę bufetu. Zamówiłem jedzenie i szukałem wolnego miejsca, miałem już ruszyć w stronę pustego stolika na końcu w kącie gdyby nie jakaś postać zasłaniająca mi mój cel.
-Hej, jestem Latoya!- podniosłem wzrok widząc tlenioną blondynkę, tak, to jest na pewno ta z grupy „hej, jestem już twoja”. Prześledziłem ją z dołu do góry.
-Hej- odpowiedziałem obojętnie i ją wyminąłem. Zatrzymała mnie ręka na moim ramieniu.
-Myślałam, że mi też odpowiesz jak masz na imię- znowu zobaczyłem ten sztuczny uśmiech.
-Jestem... umm jestem- nie podam jej mojego imienia, nie jej. Zacząłem szukać czegoś sensownego , gdy nagle zobaczyłem na moim jabłku na tacy naklejkę z firmy „Rudolph company” - jestem Rudolph- kurwa zacznij używać mózgu Bieber, nazwałeś się jak renifer z bajek dla dzieci!
-Aww! Tak jak Rudolph Czerwony Nos! Jak słodko!- blondynka chwyciła mnie za policzki jak moja ciotka Marry jak przyjeżdża na odwiedziny „sprawdzić jak się prowadzę”. Wszyscy wtedy zamieniamy się w studentów i inżynierów budownictwa, a bronie i dokumenty chowamy w piwnicy w kartonach z napisem „Ozdoby Świąteczne”. Zapewne jakby nie to Marry już dawno znalazłaby nasze wszystkie zabawki.
-Taaa- popatrzyłem ostatni raz na nią i ruszyłem w stronę stolika, który już był zajęty przez jakąś dziewczynę, która jadła swoją kanapkę czytając jakąś książkę. Nie przeszkadza mi to siądę koło niej a ona się speszy i pójdzie. Bez pytania usiadłem na miejscu naprzeciwko dziewczyny, nie zwracając na nią dużej uwagi.
-Chyba to teraz ja powinnam powiedzieć, że ty mnie śledzisz, Bieber- usłyszałem znajomy głos Rosie. Podniosłem wzrok widząc właśnie ją, z ciągającą z nosa swoje czarne okulary do czytania.
-Rosiee!!!- podbiegła do nas Lily ściskając Rozalie, tak mocno, że możliwe, że jej połamała żebra. Za nią podążał Chris z lekkim uśmiechem i resztkami różowego błyszczyku Lil na ustach- widzę, że znasz już Justina- uśmiechnęła się do niej jakby była tym zachwycona. Ta kobieta powinna iść się leczyć, za dużo, za często się śmieje, bez powodu.
-Taaa, znam go już od dłuższego czasu- zwęziła na mnie oczy- i ty też już dużo o nim opowiadałaś Lily- brunetka wydawała się zdziwiona- i założę się że Chrisa też znasz- do czego ona dąży?- z innych stron- przechyliła na mnie głowę i się uśmiechnęła- widzisz Lily ty lubisz zadawać się z mordercami takimi ja Justin i Chris, ale ja nie- po prostu wstała z krzesła wzięła swoją czerwoną tacę i ruszyła ku wyjściu z jadalni. Widziałem jak po drodze zatrzymała ją Latoya.
Woo! Czy ona mnie teraz nazwała mordercą? Następnie usłyszałem tylko pytanie Lily „O czym ona mówiła?” zanim poczułem mocne ukucie w okolice łopatki, syknąłem z bólu i ruszyłem jak najszybciej do łazienki tak by nikt się nie zorientował o co chodzi. Co jeszcze lepsze, ubikację w tej szkole były dla wszystkich, pomieszane, dla mnie i dla innych dziewczyn też. Jedyny powód dlaczego to gówno lubię. Szybko wbiegłem do ubikacji zakluczając drzwi by nikt nie wszedł. Powoli i ostrożnie z ciągnąłem moją czarną koszulę, odwracając się by zobaczyć nie zbyt ciekawą ranę pod moją łopatką. Sączyła się z niej ropa i jakaś woda. Szczerze nie wyglądało to najlepiej. Zdobyłem ją podczas napadu na tych dupków w magazynie jak policja zbyt mocno przycisnęła mnie do podłogi. Chciałem to spróbować przemyć, jakby nie fakt, że Rosie właśnie wyszła z łazienki przyklejając swój obojętny wzrok na mnie, potem na ranę. Spodziewałem się jakieś innej reakcji. Ale ona tylko umyła ręce i wyszła. Wow to nie było miłe. Nawet dla takiego dupka jak ja.
Hej, jeszcze raz :* dzisiaj mam wenę twórczą więc dodaje jeszcze jeden rozdział :*
***********
-Siema stary!- usłyszałem za sobą głos, na co odruchowo się odwróciłem widząc biegnącego w moją stronę Chrisa. Na mojej twarzy nagle wymalował się uśmiech. Wreszcie ktoś normalny w tej szkole- nie myślałem, że posłuchasz Davida, i przyjdziesz tutaj- zaśmiał się.
-Ty sobie na serio nie żartowałeś jak mówiłeś, że to piekło, gorsze niż to nasze w domu- westchnęłam.
-Czy kiedykolwiek kłamałem?- oby dwoje zaczęliśmy się śmiać- na kogo czekasz?
-Na Lily- odpowiedziałem wychylając się zza jego ramienia lustrując korytarz w poszukiwaniu brązowowłosej.
-Who! Już znalazłeś sobie ofiarę?- poklepał mnie po ramieniu, na co tylko przewróciłem oczami. Po chwili usłyszeliśmy słodki, za słodki, głos Lily. Chris odwrócił się z wielkim uśmiechem ukazując małą postać.
-Hej!- przywitała nas- o! Widzę że już poznałeś Chrisa- zwróciła się do mnie- mojego chłopaka- wow! To o nią poszło, takie małe ciało narobiło tyle bałaganu?- Chris- zwróciła swój wzrok na mojego przyjaciela- pamiętasz jak Crux, dała mi karę oprowadzania nowych w szkole? Jednym z nich jest Justin- uśmiechnęła się jeszcze szerzej, podchodząc bliżej niego. Dotykając jego policzków- więc zrzuć już tą twoją zazdrosną minkę, skarbie!- jak przez całe 4 ostatnie godziny było mi nie dobrze, to teraz oni osiągnęli szczyt!
-Ok, będę czekał w środku- odpowiedziałem wchodząc na stołówkę, zostawiając migdalących się do siebie parkę. Wszystkie oczy nagle spoczęły na mojej osobie. Wow, niektóre dziewczyny wyglądały jakby zaraz miały dojść. Tak, Bieber! Dobrze na nich działasz! Uśmiechając się ruszyłem w stronę bufetu. Zamówiłem jedzenie i szukałem wolnego miejsca, miałem już ruszyć w stronę pustego stolika na końcu w kącie gdyby nie jakaś postać zasłaniająca mi mój cel.
-Hej, jestem Latoya!- podniosłem wzrok widząc tlenioną blondynkę, tak, to jest na pewno ta z grupy „hej, jestem już twoja”. Prześledziłem ją z dołu do góry.
-Hej- odpowiedziałem obojętnie i ją wyminąłem. Zatrzymała mnie ręka na moim ramieniu.
-Myślałam, że mi też odpowiesz jak masz na imię- znowu zobaczyłem ten sztuczny uśmiech.
-Jestem... umm jestem- nie podam jej mojego imienia, nie jej. Zacząłem szukać czegoś sensownego , gdy nagle zobaczyłem na moim jabłku na tacy naklejkę z firmy „Rudolph company” - jestem Rudolph- kurwa zacznij używać mózgu Bieber, nazwałeś się jak renifer z bajek dla dzieci!
-Aww! Tak jak Rudolph Czerwony Nos! Jak słodko!- blondynka chwyciła mnie za policzki jak moja ciotka Marry jak przyjeżdża na odwiedziny „sprawdzić jak się prowadzę”. Wszyscy wtedy zamieniamy się w studentów i inżynierów budownictwa, a bronie i dokumenty chowamy w piwnicy w kartonach z napisem „Ozdoby Świąteczne”. Zapewne jakby nie to Marry już dawno znalazłaby nasze wszystkie zabawki.
-Taaa- popatrzyłem ostatni raz na nią i ruszyłem w stronę stolika, który już był zajęty przez jakąś dziewczynę, która jadła swoją kanapkę czytając jakąś książkę. Nie przeszkadza mi to siądę koło niej a ona się speszy i pójdzie. Bez pytania usiadłem na miejscu naprzeciwko dziewczyny, nie zwracając na nią dużej uwagi.
-Chyba to teraz ja powinnam powiedzieć, że ty mnie śledzisz, Bieber- usłyszałem znajomy głos Rosie. Podniosłem wzrok widząc właśnie ją, z ciągającą z nosa swoje czarne okulary do czytania.
-Rosiee!!!- podbiegła do nas Lily ściskając Rozalie, tak mocno, że możliwe, że jej połamała żebra. Za nią podążał Chris z lekkim uśmiechem i resztkami różowego błyszczyku Lil na ustach- widzę, że znasz już Justina- uśmiechnęła się do niej jakby była tym zachwycona. Ta kobieta powinna iść się leczyć, za dużo, za często się śmieje, bez powodu.
-Taaa, znam go już od dłuższego czasu- zwęziła na mnie oczy- i ty też już dużo o nim opowiadałaś Lily- brunetka wydawała się zdziwiona- i założę się że Chrisa też znasz- do czego ona dąży?- z innych stron- przechyliła na mnie głowę i się uśmiechnęła- widzisz Lily ty lubisz zadawać się z mordercami takimi ja Justin i Chris, ale ja nie- po prostu wstała z krzesła wzięła swoją czerwoną tacę i ruszyła ku wyjściu z jadalni. Widziałem jak po drodze zatrzymała ją Latoya.
Woo! Czy ona mnie teraz nazwała mordercą? Następnie usłyszałem tylko pytanie Lily „O czym ona mówiła?” zanim poczułem mocne ukucie w okolice łopatki, syknąłem z bólu i ruszyłem jak najszybciej do łazienki tak by nikt się nie zorientował o co chodzi. Co jeszcze lepsze, ubikację w tej szkole były dla wszystkich, pomieszane, dla mnie i dla innych dziewczyn też. Jedyny powód dlaczego to gówno lubię. Szybko wbiegłem do ubikacji zakluczając drzwi by nikt nie wszedł. Powoli i ostrożnie z ciągnąłem moją czarną koszulę, odwracając się by zobaczyć nie zbyt ciekawą ranę pod moją łopatką. Sączyła się z niej ropa i jakaś woda. Szczerze nie wyglądało to najlepiej. Zdobyłem ją podczas napadu na tych dupków w magazynie jak policja zbyt mocno przycisnęła mnie do podłogi. Chciałem to spróbować przemyć, jakby nie fakt, że Rosie właśnie wyszła z łazienki przyklejając swój obojętny wzrok na mnie, potem na ranę. Spodziewałem się jakieś innej reakcji. Ale ona tylko umyła ręce i wyszła. Wow to nie było miłe. Nawet dla takiego dupka jak ja.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz