-Ale o co ci chodzi?- spytałam oszołomiona nagłym jej wybuchem.
-”Ale o co ci chodzi?”- zacytowała mnie, próbując podrobić mój głos- chodzi o to, że...ugh! Jak mogłaś spotkać się z Justinem?- westchnęła do słuchawki- pamiętasz ile razy ostrzegali nas przed nim chłopacy? Myślałam, że zrozumiałaś ich.
-To on mnie znalazł- sapnęłam sfrustrowana, przypominając sobie ostatnie 2 godziny- ja nawet go o to nie prosiłam.
-Taaak, ciekawe skąd się znacie- mogłabym się teraz założyć, że przewróciła oczami. Nastała krępująca cisza.- zresztą rób co chcesz- westchnęła i się rozłączyła nie pozwalając mi cokolwiek powiedzieć.
Oczami Justina:
Cały czas w mojej głowie huczały
tylko te słowa: „Nigdy nie pozostaniesz bez śladu, Justin Drew
Bieber”. Może miała rację? Ale zawsze wszystko robię
perfekcyjnie. Nie mają dowodów na nic, nawet jeśli mnie poprawnie
oskarżają.Nie aresztowali ani mnie ani Jasona. Dlaczego? Nie mają dowodów na nic. Nic nie zrobiliśmy. Być może jestem podejrzewany o cztery morderstwa, z których wszystkie cztery zarzuty są słuszne. Nie mogą mnie aresztować i wrzucić do pudła do końca mojego życia, brak dowodów. Jestem dobry w tym co robię.
Kierowałem się w stronę domu chłopaków. Mało osób pląta się po ulicach naszej dzielnicy. Nie ma bawiących się na ulicy dzieci, rzucających piłką lub rysujących coś na chodniku kredą. Na prawie każdym przewodzie elektrycznym widać zawieszone trampki. Każde jakiegoś innego koloru. Czuje się dobrze w takiej dzielnicy. Nawet policja się boi wjechać w nasze terytorium. Więc mamy wolną rękę do robienia interesów, bez jakichkolwiek przeszkód.
Doszedłem do domu chwyciłem za klamkę i uchyliłem powoli drzwi. Z ciągając kurtkę rzuciłem ją gdzieś w kont, i przeszedłem do salonu, gdzie wszyscy zazwyczaj siedzą i dyskutują. Nagle wszystkie oczy zwróciły się na mnie, a wszyscy zamilkli. Ujrzałem na końcu kanapy Chrisa. Oblizałem usta i usiadłem na stoliku idealnie naprzeciwko wielkiej kanapy. Prześledziłem wszystkich po kolei. Zatrzymałem się na Chrisie.
-Dlaczego cie znowu nie było na naszej akcji?- zacisnąłem mocniej szczękę, próbując opanowywać emocji, i nie rzucić się na niego i zacząć dusić. W odpowiedzi usłyszałem tylko głębokie westchnięcie Jasona.
-Odpuść- poklepał mnie po ramieniu Calvin, wstając i kierując się ku wyjściu.
-Jak dostane odpowiedź- syknąłem przez zęby. Calvin odwrócił się w drzwiach, popatrzył na mnie i przewrócił oczami.- eh! Ile razy mówiłem że nie lubię jak ktoś przewraca na mnie oczami!- chłopak wyrzucił tylko ręce w geście obronnym i wyszedł.
-Chodzi o to że...- zaczął Chris, a ja zwróciłem całą moją uwagę na nim, jak reszta chłopaków- spotkałem się z moją dziewczyną- opuścił wzrok na swoje buty.
-Masz dziewczynę?- nie mogłem uwierzyć w to co przed chwilą usłyszałem. Chris Williams ma dziewczynę. Nie to jest jakaś pomyłka.
-Tak- pokiwał głową. Nie miałem jakiegokolwiek planu co powiedzieć.
-To wspaniale stary!- wstał Jason i wymienił z nim przyjacielski uścisk. Na twarzy wszystkich zagościł wielki uśmiech. Oh, nagle wszyscy mu wybaczają. Nie ze mną.
Wstałem i wyszedłem na taras. Stanąłem idealnie przed barierką przyciskając moje biodra do niej. Sięgnąłem do kieszeni moich jeansów, wyciągając z nich paczkę papierosów i zapalniczkę. Powoli odpaliłem a resztę wrzuciłem znowu do spodni. Zaciągnąłem się pozwalając by dym wypełnił moje płuca. Czułem jak momentalnie moje mięśnie się rozluźniają. Uniosłem głowę by wypuścić do góry cały dym. Nagle poczułem dłoń na moim ramieniu. Powoli i ostrożnie przejechała po całej długości mojej ręki. Zatrzymując się przy moim nadgarstku.
-Nie lubię gdy palisz- już wiedziałem do kogo należy głos. Odwróciłem głowę w jej stronę.
-Nie twój problem, prawda?- odpowiedziałem oschle. Powoli znowu zaciągnąłem się i wstrzymałem oddech.
-Wiesz o tym, że to cię rujnuje- pokiwała głową i czekała na moją odpowiedź. Dostała tylko mój oddech idealnie wycelowany w jej twarz. Momentalnie się skrzywiła i zrobiła krok do tyłu- Justin- przeciągnęła moje imię.
-Nie masz prawa mi rozkazywać- przekręciłem oczami.
-Mam Justin. Jestem twoją dziewczyną i...- przerwałem jej.
-Kim jesteś?- prychnąłem- Żartujesz sobie teraz prawda? To że raz na czas ze sobą śpimy nie oznacza że jesteśmy razem. Libby zrozum mogę mieć każdą.- puściłem jej oczko, wyrzuciłem niedopałek papierosa za barierkę i zniknąłem za drzwiami tarasowymi. Słyszałem jak podąża za mną na górę do mojego pokoju. W głowię uśmiechnąłem się łobuzersko. No to do dzieła Bieber.
___________________________________________________________________________________
Postaram się jaknajszybciej dodać nowy rozdział ;) może pojawi się on nawet jutro.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz