Powoli wyszłam z kabiny, z
zawieszonymi na przed ramieniu trzema sukienkami i jednym sweterkiem.
Telefon przytrzymałam pomiędzy ramieniem a moim uchem. Próbując
wyciągnąć z mojej torebki portfel, kierowałam się w stronę
kasy. Uważnie wsłuchiwałam się w każde słowo które mówił.
-Chciałem tylko z tobą pogadać-
podniosłam brwi w niedowierzaniu.
-Zostałeś aresztowany, prawda?-
zmieniłam temat. Czekając aż coś powie. W odpowiedzi usłyszałam
tylko głośny śmiech- co w tym jest śmiesznego?- westchnęłam w
sfrustrowaniu, kładąc na blacie kasy wszystkie rzeczy.
-Martwisz się o mnie- cicho
zachichotał do słuchawki. Przewróciłam oczami i słodko
uśmiechnęłam się do kasjerki która uważnie mi się przyglądała.
-Nie, nie martwię się o ciebie-
syknęłam do słuchawki, a z portfela wyciągnęłam kartę
kredytową i podałam ją kasjerce.
-Pragniesz mnie, wiem o tym-
odpowiedział stanowczo. Mogłabym się założyć że się teraz
uśmiecha.
-Nie prawda- przejechałam ręką po
mojej twarzy- nie pociągasz mnie, Justin.
-Jakby to była prawda, nie
rumieniłabyś się teraz- skąd on wiedział, że jestem teraz
czerwona. Ale nie ze wstydu tylko ze złości. Okręciłam się wokół
własnej osi, by znaleźć cokolwiek skąd by wiedział co teraz
robię. -Za oknem, Rosie- odrzekł, a ja odruchowo popatrzyłam w
stronę wielkiej witryny sklepowej. Moje oczy momentalnie nabrały
dwa razy większego rozmiaru, niż normalnie. Szybko wzięłam moje
rzeczy i ruszyłam w stronę wyjścia. Nie minęło dwadzieścia
sekund a już znajdowałam się brzy Justinie.
-Czego chcesz ode mnie?- wysyczałam
przez zęby, próbując opanowywać emocje.
-Wow! Dużo kupiłaś- schylił głowę
i odsłonił palcem to co miałam w torbach- dużo zapłaciłaś. To
nie tani sklep.
-Co cię obchodzi ile wydałam-
przewróciłam oczami-nie twój problem- odwróciłam się,
zarzuciłam włosy do tyłu i ruszyłam przed siebie. Nagle poczułam
rękę zaciskając mój nadgarstek. -Auł!- syknęłam i próbowałam
wyrwać moją rękę z tego zabójczego ucisku. Jego palce alni
drgnęły, odwrócił mnie w swoją stronę. Stał tak blisko mnie,
może 5 cm od mojego nosa. Jego szczęka było mocno napięta.
-Po pierwsze, nigdy nie wywracaj na
mnie oczami- przejechał językiem po swoich ustach. Byłam tak
przestraszona, że nie wiedziałam co powinnam zrobić lub
powiedzieć.- po drugie nie radził bym ci się do mnie tak odzywać.
Widzisz...-przełkną ślinę i kontynuował- wiem o tubie więcej
niż sobie wyobrażasz, mało suko.- tego już nie mogłam słuchać.
-Tak? Znalazł się szpieg. Dobrze
wiesz że jeśli mi, albo mojemu otoczeniu coś zrobisz, wylądujesz
w pudle. Bo to mi tatuś uwierzy nie tobie.- przybiłam sobie piątkę
w myślach. Byłam dumna z tego co właśnie powiedziałam. Powoli
rozluźniał uścisk.
-Nie miałabyś na to dowodów-
odpowiedział, jego twarz skamieniała.
-Nigdy nie pozostaniesz bez śladu,
Justin Drew Bieber- podniosłam brwi czekając na jego odpowiedź.
Długo nie musiałam czekać.
-Skąd znasz moje całe imię- chłopaka
szczęka znowu się napięła a na szyi było widać żyły.
-Nie tylko ty wiesz dużo o mnie. Ale
także ja wiem dużo o tobie.- uśmiechnęłam się fałszywie.
Odwróciłam się ponownie i ruszyłam w stronę najbliższej stacji
metra. Nie dając mu szansy na jakąkolwiek odpowiedź.
Podróż do domu minęła dość
spokojnie. Jedyne co mi teraz zawracało myśli to, to do czego
jeszcze zdolny jest Justin. Wie moje całe imię, chociaż nie należę
do tych popularnych osób, o których się cały czas mówi. Znalazł
mnie, bez problemu w sklepie. Kto wie co jeszcze wymyśli.
Przekręciłam powoli klucz w zamku
otwierając drzwi. Od razu ujrzałam moją mamę stojącą przed
kuchnią.
-Co ci tak długo zajęło?- spytała
oschle- Chris dzwonił jak wyszłaś. W domu powinnaś być
już...-spojrzała na jej zegarek- pół godziny temu.
-Byłam na zakupach- podniosłam
papierowe siatki by jej pokazać co mi tak długo zajęło.
-Rosie...- jej mina momentalnie się
zmieniła. Popatrzyła znowu na mnie tym swoim wzrokiem „dlaczego?”
-chodź kochanie, musimy pogadać- wyciągnęła w moją stronę rękę
zachęcając bym podążała za nią. Usiadłyśmy w kuchni
naprzeciwko siebie.
-O czym chcesz pogadać?- uśmiechnęłam
się lekko.
-Znowu kupujesz za dużo rzeczy-
westchnęła- pozwoliliśmy ci przerwać terapię... ale obiecałaś,
że będziesz nad tym panować.
-Mamo! Nie jestem jakąś pieprzoną
zakupoholiczką! Ile razy mam to jeszcze powtarzać? Nie mam
problemów, dobra?!- wstałam gwałtownie z krzesła i kierowałam
się w stronę mojego pokoju. Trzasnęłam drzwiami, i rzuciłam się
na łóżko. Przykrywając moją głowę poduszką. Mam dość! Mam
dość tego że mnie cały czas osądzają o to gówno. A to nawet
nie jest prawda. Już miałam zacząć krzyczeć w poduszkę jakby
nie to, że mój telefon zaczął dzwonić. Szybko zerwałam się z
łóżka i pobiegłam po torebkę. W nerwach wygrzebałam komórkę i
odebrałam nawet nie patrząc na to kto dzwonił.
-Czy ty już kompletnie straciłaś
mózg?!
_________________________________________________________________________________
Następny rozdział dodam jutro :* Myślę, że się podoba
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz