środa, 28 sierpnia 2013

3. Zakupoholiczka

Powoli wyszłam z kabiny, z zawieszonymi na przed ramieniu trzema sukienkami i jednym sweterkiem. Telefon przytrzymałam pomiędzy ramieniem a moim uchem. Próbując wyciągnąć z mojej torebki portfel, kierowałam się w stronę kasy. Uważnie wsłuchiwałam się w każde słowo które mówił.
-Chciałem tylko z tobą pogadać- podniosłam brwi w niedowierzaniu.
-Zostałeś aresztowany, prawda?- zmieniłam temat. Czekając aż coś powie. W odpowiedzi usłyszałam tylko głośny śmiech- co w tym jest śmiesznego?- westchnęłam w sfrustrowaniu, kładąc na blacie kasy wszystkie rzeczy.
-Martwisz się o mnie- cicho zachichotał do słuchawki. Przewróciłam oczami i słodko uśmiechnęłam się do kasjerki która uważnie mi się przyglądała.
-Nie, nie martwię się o ciebie- syknęłam do słuchawki, a z portfela wyciągnęłam kartę kredytową i podałam ją kasjerce.
-Pragniesz mnie, wiem o tym- odpowiedział stanowczo. Mogłabym się założyć że się teraz uśmiecha.
-Nie prawda- przejechałam ręką po mojej twarzy- nie pociągasz mnie, Justin.
-Jakby to była prawda, nie rumieniłabyś się teraz- skąd on wiedział, że jestem teraz czerwona. Ale nie ze wstydu tylko ze złości. Okręciłam się wokół własnej osi, by znaleźć cokolwiek skąd by wiedział co teraz robię. -Za oknem, Rosie- odrzekł, a ja odruchowo popatrzyłam w stronę wielkiej witryny sklepowej. Moje oczy momentalnie nabrały dwa razy większego rozmiaru, niż normalnie. Szybko wzięłam moje rzeczy i ruszyłam w stronę wyjścia. Nie minęło dwadzieścia sekund a już znajdowałam się brzy Justinie.
-Czego chcesz ode mnie?- wysyczałam przez zęby, próbując opanowywać emocje.
-Wow! Dużo kupiłaś- schylił głowę i odsłonił palcem to co miałam w torbach- dużo zapłaciłaś. To nie tani sklep.
-Co cię obchodzi ile wydałam- przewróciłam oczami-nie twój problem- odwróciłam się, zarzuciłam włosy do tyłu i ruszyłam przed siebie. Nagle poczułam rękę zaciskając mój nadgarstek. -Auł!- syknęłam i próbowałam wyrwać moją rękę z tego zabójczego ucisku. Jego palce alni drgnęły, odwrócił mnie w swoją stronę. Stał tak blisko mnie, może 5 cm od mojego nosa. Jego szczęka było mocno napięta.
-Po pierwsze, nigdy nie wywracaj na mnie oczami- przejechał językiem po swoich ustach. Byłam tak przestraszona, że nie wiedziałam co powinnam zrobić lub powiedzieć.- po drugie nie radził bym ci się do mnie tak odzywać. Widzisz...-przełkną ślinę i kontynuował- wiem o tubie więcej niż sobie wyobrażasz, mało suko.- tego już nie mogłam słuchać.
-Tak? Znalazł się szpieg. Dobrze wiesz że jeśli mi, albo mojemu otoczeniu coś zrobisz, wylądujesz w pudle. Bo to mi tatuś uwierzy nie tobie.- przybiłam sobie piątkę w myślach. Byłam dumna z tego co właśnie powiedziałam. Powoli rozluźniał uścisk.
-Nie miałabyś na to dowodów- odpowiedział, jego twarz skamieniała.
-Nigdy nie pozostaniesz bez śladu, Justin Drew Bieber- podniosłam brwi czekając na jego odpowiedź. Długo nie musiałam czekać.
-Skąd znasz moje całe imię- chłopaka szczęka znowu się napięła a na szyi było widać żyły.
-Nie tylko ty wiesz dużo o mnie. Ale także ja wiem dużo o tobie.- uśmiechnęłam się fałszywie. Odwróciłam się ponownie i ruszyłam w stronę najbliższej stacji metra. Nie dając mu szansy na jakąkolwiek odpowiedź.
Podróż do domu minęła dość spokojnie. Jedyne co mi teraz zawracało myśli to, to do czego jeszcze zdolny jest Justin. Wie moje całe imię, chociaż nie należę do tych popularnych osób, o których się cały czas mówi. Znalazł mnie, bez problemu w sklepie. Kto wie co jeszcze wymyśli.
Przekręciłam powoli klucz w zamku otwierając drzwi. Od razu ujrzałam moją mamę stojącą przed kuchnią.
-Co ci tak długo zajęło?- spytała oschle- Chris dzwonił jak wyszłaś. W domu powinnaś być już...-spojrzała na jej zegarek- pół godziny temu.
-Byłam na zakupach- podniosłam papierowe siatki by jej pokazać co mi tak długo zajęło.
-Rosie...- jej mina momentalnie się zmieniła. Popatrzyła znowu na mnie tym swoim wzrokiem „dlaczego?” -chodź kochanie, musimy pogadać- wyciągnęła w moją stronę rękę zachęcając bym podążała za nią. Usiadłyśmy w kuchni naprzeciwko siebie.
-O czym chcesz pogadać?- uśmiechnęłam się lekko.
-Znowu kupujesz za dużo rzeczy- westchnęła- pozwoliliśmy ci przerwać terapię... ale obiecałaś, że będziesz nad tym panować.
-Mamo! Nie jestem jakąś pieprzoną zakupoholiczką! Ile razy mam to jeszcze powtarzać? Nie mam problemów, dobra?!- wstałam gwałtownie z krzesła i kierowałam się w stronę mojego pokoju. Trzasnęłam drzwiami, i rzuciłam się na łóżko. Przykrywając moją głowę poduszką. Mam dość! Mam dość tego że mnie cały czas osądzają o to gówno. A to nawet nie jest prawda. Już miałam zacząć krzyczeć w poduszkę jakby nie to, że mój telefon zaczął dzwonić. Szybko zerwałam się z łóżka i pobiegłam po torebkę. W nerwach wygrzebałam komórkę i odebrałam nawet nie patrząc na to kto dzwonił.
-Czy ty już kompletnie straciłaś mózg?!
_________________________________________________________________________________
Następny rozdział dodam jutro :* Myślę, że się podoba

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz